» Koty, psy i my.

Odruchy serca.


Serce, w opisach poetów – jest siedliskiem naszych uczuć, chociaż powszechnie wiadomo, że to mózg nimi zawiaduje. Zawiaduje także funkcjonowaniem naszego ciała, jest odpowiedzialny za myśli, uczenie się, zdolności, wybory, itd., itd., itd., – nikt do końca nie odkrył tajemnic jakie kryją się w jego zakamarkach.

A co pojęcie ‘dobre serce” oznacza w kontekście bycia, relacji ze zwierzętami? W jaki sposób nasze decyzje – bardziej, lub mniej przemyślane, wpływają na jakość funkcjonowania rodziny, a także na jakość życia wszystkich zwierząt zamieszkałych z tą rodziną. O zaburzonej intymności par, np. (i co z tego może wyniknąć) – wspomniałam pobieżnie w jednym poprzednich artykułów; o tych problemach zamiaruje zrobić program jedna ze stacji TV. To nie żarty – zwierzęta bywają „przyczyną” niesnasek, kłótni, rywalizacji, a zdarza się, że i rozwodów.

Ja skupię się teraz bardziej na ilości zwierząt które w wyniku, często – spontanicznych reakcji przygarniamy pod nasz dach. Będąc dzieckiem i także istotą wrażliwą na bezdomność, cierpienie, (jak większość dzieci) nie przeszłam obojętnie obok chorego kota, brudnego, wałęsającego się psa. Zgarniałam te nieszczęsne stworzenia i „uszczęśliwiałam” – kogo? Mamę oczywiście! Bywało, że tych zwierząt było więcej – różnych gatunkowo, różnych charakterem – na bardzo ograniczonej powierzchni mieszkania. Pytanie: „czy tak powinna wyglądać „miłość” do zwierząt?”

Od dawna już wiem, że „nie tak”. Gromadzenie zbyt dużej ilości zwierząt w ciasnocie mieszkań (szczególnie bloki mieszkalne), oprócz nieustającego narażania się sąsiadom, nie wpływa korzystnie na los i samopoczucie głównych „zainteresowanych” . W ich grupach (koty), stadach (psy), nie zawsze panuje zgoda, ( my często – nieświadomie podsycamy te konflikty)  nawet –  jeżeli na pierwszy rzut oka, (głównie koty) tak nie  wygląda.

Wyobraźmy sobie przymusowe zamknięcie nas, w pomieszczeniu z grupą obcych sobie ludzi, bez możliwości ucieczki, zmiany lokalu, np. w więzieniu. Mamy dobre jedzenie, mamy łóżka do spania – mamy nawet krótki spacer! Ale co z naszą przestrzenią do życia, co z aktywnością na rozładowanie stresów? W krótkim czasie, wiadomo, dojdzie do wybuchów agresji – nawet jeżeli nie jawnej, to ubranej w inne jej odmiany.

Pomyślmy o tym, kiedy nieustająco w „odruchu serca” przynosimy do mieszkań kolejne zwierzęta i jak wszelkie zmiany wpływają na te – już zasiedziałe. Tłok z wyboru – tak, lecz przez same zwierzęta……Przynajmniej ja tak myślę.

Myślę również, że nie od rzeczy będzie, wspomnieć w tym miejscu o przypadkach, kiedy ‚żadną miarą”, stosując dostępne metody – nie następuje zmiana wrogiego stosunku pewnych osobników do siebie. Tak się zdarza niekiedy…

Wówczas „mniejszym złem” będzie – znaleźć krzywdzonemu zwierzęciu inny dom, gdzie będzie czuł się dobrze, a w naszym zapanuje  tak bardzo pożądany stan homeostazy.



Zwierzęta i przyroda